Witaj Błażeju, szczęść Boże przyjaciele misji,

 

Jeśli popatrzycie przy kolacji na mapę świata, szczególnie jakieś 6 tysięcy km na wschód od Wisły, to wiedzcie, że ja już tam spokojnie śpię. W zimie różnica czasu wynosi 5 godz. Czyli w tym roku szybciej przywitałem Nowy Rok. Jaki będzie? Dobry, Bóg sam wie. Ja całym sercem chcę nadal służyć moim zakonno-kapłańskim powołaniem na kazachstańskiej ziemi.

Zanim zaczął się rok kalendarzowy, kościelny trwał już miesiąc. Adwentem rozpoczęliśmy oczekiwanie na Boże Narodzenie. Przygotowania do świąt trochę inne niż w Europie. Adwent to cudowny czas wyciszenia... Wprowadziłem tutaj Msze św. Roratnie, tak bardzo popularne i znane w Polsce. Tu do tej pory nie znane, choć wieniec adwentowy tak: przywędrował 90 lat temu wraz z zesłanymi tutaj Niemcami nadwołżańskimi. Roraty odprawialiśmy wieczorem. Tak każe nam tutejsza logistyka. Ale za to całe tylko przy świecach. Głębiej brzmiały słowa proroka Izajasza: Naród kroczący w ciemnościach, ujrzał światłość wielką…

Grupa ludzi przyszła i zaproponowała byśmy zrobili ozdoby choinkowe, a potem urządzili kiermasz świąteczny. Udało się zebrać trochę grosza. Będzie na słodycze dla dzieciaków.

W każdą niedzielę Adwentu zmieniał się wystrój kościoła. W pierwszą był tylko wieniec adwentowy i… tu znów nowość… świeca Roratka. W drugą niedzielę przez ołtarzem postawiliśmy żłóbek, w kolejną w żłóbku pojawiło się siano, a w czwartą jeszcze baranie futerko. Chodziło nam o to, by każdego tygodnia troszkę się zadumać: jak ja osobiście przygotowuję serce na narodziny Jezusa.

Była też moja osobista radość. Świece na wieńcu, w każdą kolejną niedzielę, zapalał 10-letni chłopiec Nail, który przygotowywał się do chrztu. Jego oczekiwanie na Jezusa było inne, tym bardziej, że to on sam przyciągał rodziców do kościoła (jego tata jest muzułmaninem). Ochrzciliśmy Naila i jego 2-letniego brata Emila, wraz z trzecim chłopakiem Leonem, w Niedzielę Chrztu Pańskiego. Była wielka radość w parafii. Wielu ludzi przyszło potem do zakrystii pytać, co zrobić by się ochrzcić, swoje dzieci czy wnuki. Podobnie było, gdy w Święto  Świętej Rodziny odnawialiśmy przyrzeczenia małżeńskie. Wiele par przyszło z prośba, że chcą kościelnego ślubu. Przykład pociąga.

Boże Narodzenie świętowaliśmy niezwykle uroczyście. Pasterkę odprawialiśmy pod przewodnictwem biskupa ordynariusza Hose Luisa (Hiszpana). Wraz z naszą wspólnotą modliła się wspólnota greko-katolików. Po Pasterce dzieci, przygotowane przez siostry franciszkanki, przedstawiły Jasełka. Czyniliśmy to o czym pisał papież Franciszek na początku Adwentu, podtrzymaliśmy tradycję! Wieczorem już komunikacja miejska nie jeździła, dlatego też mieliśmy zamówiony autokar, który rozwiózł ludzi do domów.

Natomiast samo Boże Narodzenie, to w Kazachstanie normalny dzień roboczy. Jaką trzeba mieć wiarę, by przyjść do kościoła na Mszę św… Zapytajcie samych siebie, jak by to u Was wyglądało. Nowy Rok przywitaliśmy adoracją Najświętszego Sakramentu, a po niej lampką szampana.

Nie wiem dlaczego, ale czas mi tutaj biegnie niezwykle szybko. Próbowałem się zastanawiać dlaczego... Po pierwsze żyję na co dzień w ogromnym (2 milionowym) mieście. Zatem już samo przemieszczanie się po zwykle zakupy (bo to też moje obowiązki) zajmuje sporo czasu, tym bardziej, że większość ruchu miejskiego odbywa się jednokierunkowymi ulicami. Jak się przegapi jeden zjazd, to następny dopiero za 5 km. Poza tym dużo czasu poświęcam na przygotowanie do obowiązków proboszczowskich (głoszenie kazań, katechezy, pisanie pism). Normalnie po polsku napisałbym w 5 min... a po rosyjsku 55. Przygotowanie kazania czy katechezy (spotkania z młodzieżą czy dziećmi) także zajmuje sporo czasu, bo najpierw trzeba wszystko jakoś ułożyć w głowie, potem przełożyć na rosyjski i jeszcze jakoś się nauczyć na pamięć - bo tu kartka w dłoni znaczy, żeś nie przygotowany. W przeciwieństwie do Niemczech, w których ostatnio posługiwałem, gdzie posiadanie kartki było znakiem przygotowania. I ot takie różnice.

Wiele czasu zajmuje mi także odwiedzania chorych parafian. Mieszkają w sporych odległościach od kościoła. Żeby odwiedzić np. 3 chorych (tak będzie dziś - gdy piszę te słowa u mnie jest godz. 8:40) przejadę ok 80 km. Dobrze, że mamy samochód terenowy, to drogi nie stanowią dużego problemu.

W czasie ferii noworocznych zorganizowaliśmy wraz z siostrami wyjazdy dla dzieci i młodzieży do Kapszygaj (jakieś 100 km na północ od Ałmaty). Mamy tam diecezjalny ośrodek rekolekcyjny. Dołączyły inne dzieci i młodzież i dni były super! Śnieg pomagał w zabawach na świeżym powietrzu. Pozostanie zagadką, kto miał więcej radości: dorośli czy dzieci.

W ogóle u mnie same radości... Bo ludzie spragnieni Boga i chętnie przychodzą, choć nie jest nas zbyt dużo. Regularnie ok 300 osób. Ale nie wolno nam zapominać, że jest to kraj misyjny i Kościół oficjalnie żyje tu dopiero 25 lat, otoczony 80% społecznością muzułmańską.

Wcześniej Kościół żył w podziemiu. Lubię słuchać jak wielu ludzi mówi: chodzę do Kościoła od tego, czy tego roku… Katolicyzmu się nie dziedziczyło. Zatem być tutaj katolikiem, chrześcijaninem to naprawdę wybór życia. Kościół prawosławny ma ok 18 % i są to głównie Rosjanie, którzy ostali się po ZSSR.Udaje się dzięki różnym organizacjom, sponsorom i Waszym ofiarom tutaj żyć. Bo ludzie, przy naprawdę dobrych chęciach, nie są w stanie utrzymać kościoła. Np. nasze salki znajdują się w pomieszczeniach piwnicznych kościoła. A to duże inżynierskie wyzwanie...

W klasztorze  prawie połowę pomieszczeń zajmuje ambulatorium. Taka przychodnia pierwszego kontaktu. Prowadzą ją dwaj współbracia Koreańczycy. Bo jest nas tutaj 4 franciszkanów: 2 Polaków (kapłanów) i 2 Koreańczyków (owych pielęgniarzy). Udało im się zaprosić przed Bożym Narodzeniem grupę lekarzy z Korei, którzy przywieźli lekarstwa i bezpłatnie udzielali porad i leczenia potrzebującym. Jak sami mówili, to ich podarunek na Święta.

Moja posługa dotychczas koncentruje się raczej w samym mieście Ałmata. Jeszcze nie miałem zbyt wiele sposobności, by zwiedzić Kazachstan. Przyjedzie i czas na to. Ale już znalazłem miejsce gdzie mogę jeździć na nartach biegowych. O tym i innych radościach mojego życia opowiem w następnym liście. Zostańcie z Bogiem, w modlitwie o Was pamiętam i o nią proszę

 

  1. Łazarz Żukowski OFM